Music iz da medicine – by ejjjsz
•October 18, 2009 • Leave a CommentLubogoszcz backstage, mainstage – by ejjjsz
•October 10, 2009 • Leave a CommentPaździernikowych kilka dni w górach, które wiążą się z zapachem lasu, mj, drewnianych domków, nikotyny, ognisk i dużej ilości tanich męskich perfum. Wtorek, środa, czwartek – betonowe realia mieliśmy daleko za sobą. Niby mało, niby nie zbyt daleko, ale umiejętność wykorzystywania czasu ćwiczyliśmy dość intensywnie. Dawno nie czułam się tak błogo, może dlatego, że tylko ja potrafię zaspać tak perfidnie w dzień wyjazdu, spakować się w 15 min i wybiec z domu z mokrą głową bez telefonu komórkowego. Finalizując polecam gubić telefon. Zdjęcia to tak na smaczek, bo do grudnia będę upośledzona, jeśli chodzi o posiadanie aparatu.
Na koniec standardowy chill and bass dla was, robaczki.
Santateresa- by hulahula
•October 1, 2009 • 2 CommentsCos z konkretniejszego staffu. Pierwsza moja sesja w studiu, z panna Barbara, przy uzyciu boskiego Nikona D300, wszystko dzieki temu czlowiekow klik, ktoremu oficjalnie ogormnie dziekuje, bo bez niego poczatki w madrycie bylyby niemozliwe.
Masa wskazowek, masa zdjec i wiadomo nie wykorzystana okazja. Aparat ktorego nie znam przysporzyl wielu klopotow, ale jakos wyszlam obronna reka, tymi o to zdjeciami.
Algo del mejor staff. Mi primera sesion en el estudio, con señorita Barbara, usando el divino Nikon D300, todo gracias a este hombre klik, al q oficialmente doy las gracias porque sin él los principios en Madrid serian increbilemente dificiles.
Un monton de consejos y por su puesto, ocasion no aprovechada. La camara q no conozco causo muchas problemas, pero de alguna manera me defiendo, con estas fotos.
…
…
…
…
niesamowicie ciezko mi bylo dojsc do tego co widzicie, jednak praca,szukanie mieszkanie, brak wlasnego pokoju, rozdraznia tak, ze jak generalnie jedna sesje mam z glowy w 2- 3 dni, nad ta siedzialam (i dalej siedze) jakies 2 tygodnie. Ale cos sie udalo.
Zapraszam na backstage.
Era muy dificil llegar a esto lo q estais viendo, el trabajo, busqueda de otro piso, la falta de mi propio habitacion, enoja tanto q como generalmente una sesion tengo acabada en 2-3 dias, con esta seguia (y sigo) unas 2 semanas. Pero algo ha salido.
Invito al backstage.
…
…
…
jak narazie tyle, mysle ze cos jeszcze z tej sesji bedzie.
ciao dziubki.
por ahora pienso q es todo. pero habra mas
cya bichos.
hm hm- by hulahula
•September 26, 2009 • 4 Commentsprawde mowiac niesamowicie ciezko jest sie wstrzelic i pisac tu od nowa, po 3 miesiacach przerwy, bez komputera, internetu, kontaktu ze swiatem. zorganizowac sie, na prawde duzo kosztuje. 3 miesiace bez pisania po polsku, prosze tego tez nie ignorowac.
Madryt jest ok, jeden wielki balagan, wiecej remontow niz w krk, wiecej kurzu, dobra paella i przytulne irish puby. I ludzie, ludzie, ludzie… spedzajac ten sam okres czasu w pl nigdy nie poznalabym tyle osob. jestem pewna, bo wiem z doswiadczenia. efekt? darmowe wejscia na dyskoteki, darmowe piwa, darmowe krewetki
O madrycie jeszcze bedzie sporo. Dzis troche zdjec… bardziej informacyjnych niz…
Dzielnica nazywana “la latina” w niedziele zawsze organizowany jest tam odpust, pelna antykwariatow i starych kin, taki madryleñski kazimierz.
Diciendo la verdad es muy dificil empezar de nuevo a escribir aqui, despues de 3 meses de descanso, sin ordenador, sin internet, sin contacto con el mundo. Organizarse cuesta mucho.
Madrid esta bien, un gran desorden, mas obras q en Cracovia, mucho polvo, buena paella y acogedores irish pubs. Y gente, gente, gente. Pasando el mismo tiempo en Polonia nunca conociera tantas personas. Efecto?cerveza gratuita, gratuitas entradas a las discotecas y gratuitas gambas
Sobre Madrid habra mas todavia, hoy un par de fotos, mas informativos q…
El barrio la latina, el domingo se organiza alli el rastro, lleno de tiendas de antiguedades y los cines viejos, como el Kazimierz cracoviense.
…
i troche fotek z okolic palacu krolewskiego
y un par de fotos de alrededores de palacio real.
A teraz idziemy z basia kontynuowac pijanstwo, ktore to z dobrym samopoczuciem i sukcesami w fotografii nie idzie w parze, co najgorsze uzaleznia… Madryt meczy, adios
Y ahora vamos con Basia a continuar borrachera, q no influye bien al buen estado de animo ni a exitos en fotografia, lo peor es q adicta… Madrid cansa, adios
Zdjęcia końca lata – by ejjjsz
•September 18, 2009 • 4 CommentsNiby jakieś dmuchawce latawce wiatr, spotkajmy się pod koniec sierpnia, czy coś w ten deseń… ale zupełnie nie mam takiego nastroju. Żeby latem zapachniało, to przytoczę coś co mi się strasznie z letnimi porankami kojarzy. Trochę slowly, trochę zakropione bassem (najlepszy wyrób z tegorocznej płyty Matisa moim zdaniem):
i na koniec firmowe:
Chill and bass, robaczki.
Zdjęcia końca lata – by ejjjsz
•September 1, 2009 • Leave a CommentW ostatnią wakacyjną sobotę wypiłam ilość piwa zgodną z moim sumieniem, wypaliłam paczkę papierosów i wróciłam do domu o godzinie 5:12. Co wytańczone – to moje. Obudziłam się w pełni sił witalnych jakieś 6h później i coby słońca nie marnować poszłam z Iguaną poleżeć na trawiastych łąkach, które defacto wcale nie są daleko od (jeszcze) naszej kwatery. Pstryknęłam jej kilka zdjęć, ona kilka mi – do pełni szczęścia brak nam jeszcze jednej siostry, która by robiła backstage
(ewentualnie podrośniętego brata zarażonego foto-bakcylem, ale do tego to potrzeba chyba co najmniej jakiś 9ciu lat, bo ostatnio trzymając blendę zalał laptopa wodą mineralną…).
Panna Post Blue:
Chill and bass, robaczki.
Mama Afrika – by ejjjsz
•August 20, 2009 • 4 Comments
Pewnego słoneczno-pochmurnego dnia zaszyłam się wraz z Joluu na dachu jednej (w sumie to jednej z wielu) nowohuckich niedorób budowlanych. Zbliżał się wieczór, słoneczko nam płatało figle, ale muszę nieskromnie powiedzieć, że z tego co nam wyszło jestem wręcz uradowana.
Czemu ‘mama afrika’? No kochaaaani, nie dało się jej nazwać inaczej, skoro trzaskałyśmy zdjęcia tańcząc do so sure (kabluję wszem i w obec, że ta pani ze zdjęć niżej ma to na swoim telefonie). Pozatym Dżola bardzo ładnie machała rzęsami i warkoczykami, kładła się na ziemi za każdym razem gdy ją o to poprosiłam (a ostatnio lubię coś ludzi tarmosić po chodnikach) i ani razu nie kręciła noskiem. No to jedziemy:
Teraz taka typowa Mama Afrika:
A na koniec dyptyk stylee:
Szczerze mówiąc to jeszcze nie ogarnęłam wszystkich zdjęć, które bym chciała, więc pewnie niebawem jeszcze coś wycisnę. Ostatnimi czasy coraz bardziej czekam na 18 września, ponieważ wtedy wychodzi tłuściutkie DOOP vol. 3. W skrócie – dubowodubstepowa miazga. Posłuchajcie promo, to sami zobaczycie, że jest czym się jarać, mnie wprost rozwala:
Chill and bass, robaczki!
Black and white scarlet woman – by ejjjsz
•July 30, 2009 • 2 Comments3 sesje jednego dnia. Dziwna sprawa tak szczerze mówiąc. Można to ująć tak, że najpierw jako bifor sesja główna z Magdą i wizażem Joli, spasiba oczywiście. Później bardziej męsko, czyli próby uchwycenia dwóch krakowskich chłopców podczas chilloutowania piwno-ciekawego nad Wisłą. Na sam koniec już totalnie snapowo – ognisko zakrapiane zielenią (interpretacja dowolna), gdzieś w dziczy podgórskiej. Gdy koło 23:00 doturlałam się do domu (z licznikiem na aparacie 606) to padłam i nie wstawałam do 7:00. Dzień był mocny, na pewno intensywny i zadziwiająco miły, jak na towarzyszący nam prawie cały czas skwar. Polaczki mają to do siebie, że gdy zimno – narzekają, a gdy żar leje się z nieba – też narzekają
Teraz trochę czerni i bieli mili państwo, z racji, że jakoś mi tęskno. Reszta pewnie jeszcze kiedyś się pojawi. Tymczasem takie trzy:
A w głośniczkach natural high, czyli high tone.
Chill and bass, robaczki.
Sooth your pain – by ejjjsz
•July 28, 2009 • 3 CommentsOdkąd wróciłam z dzikich, ukochanych Bieszczad to mam problem z mierzeniem czasu. Nie wiem kiedy jest poniedziałek, kiedy środa. Jak narazie wcale na to nie narzekam, okazuje się, że daje rade załatwiać sprawy umawiając się na ‘widzimy się jutro’ lub ‘trzeba to ogarnąć pojutrze’.
Ejszowe plany kolektywowe ostatnio nabierają ostrości. Jest drugi fotograf(a jaki zacny! popatrzcie niżej), mamy panią wizażystkę… czyli powolutku, w dobrym kierunku, do wspólnego celu. Tutaj macie próbkę:
i takie stricte beauty:
Tak więc bójcie się kruszynki, Faliszewska, Faliszewska i Uzolnik up-and-coming.
Muzycznie ostatnio strasznie różnie, strasznie głośno, strasznie dużo. Sierpień witam we Wrocławiu:
Kto ma okazje być to polecam, dawka bassu kopnie po nerach i żołądku. W Krakowie zaś alternatywa w Krzysztoforach, One Way’owy Summer Time. Generalnie ‘w wakacje nie ma imprez’, a mimo to, że dobrych festiwali jest od zatrzęsienia to klubowo też zipie, nawet całkiem nieźle.
Na dobranoc ziomeczek, który zawita do Polszy w ciągu najbliższego miesiąca aż 3 razy (Woodstock, Krotoszyn, Audioriver).
Chill and bass, robaczki.





































































Recent Comments